Serwis Naturystyczny Natura &... - naturyzm, nudyzm, topless,
Słonko www.naturystyka.friko.pl www.naturystyka.friko.pl
forum pamiętnik •  napisz

Stany Nagości

Te fotografie zrobiły na nas naprawdę wrażenie: nowojorska ulica lub miejski park zasłane setkami nagich ludzkich ciał wyglądających jak zwłoki. Czasem ułożone regularnie jakby to miała być maniakalna, parareligijna kompozycja, a czasem bezładnie rozrzucone niczym na wysypisku śmieci, a może po prostu wyczerpane do cna, odpoczywające po monstrualnej orgii?
Okazuje się, że za to wszystko odpowiedzialny jest jeden człowiek, w dodatku artysta - Spencer Tunick.


Swoje wrażenia opisuje jedna z wielu tysięcy jego modelek,
Marianna Dąbkowska

O Spencerze Tunicku dowiedziałam się potem. Przedtem, dokładnie dzień wcześniej, siedzieliśmy we włoskiej knajpce w East Village i Margharita opowiedziała nam o czymś, co nazwała "naked event". Wtedy po raz pierwszy usłyszałam o tym facecie. Dość skomplikowanymi kanałami informuje ludzi z niezależnych kręgów artystowskich Nowego Jorku o swoich kolejnych realizacjach. Stara się zebrać około dwustu osób. Na miejscu opowiada im krótko o pozie, jaką chciałby ujrzeć i sfotografować, a potem na dany znak wszyscy wyskakują z ubrań i robią to, czego on oczekuje.

„ - Dobra, dobra, ale gdzie to się odbywa, w studiu?”

Margharita stwierdziła, że na ulicy, gdzieś na West Broadway. Potem okazało się, że pod samym City Hall (ratuszem), bo Tunick ma ostatnio jazdę na punkcie znanych budynków. Andrea podekscytowała się niemożebnie i zaczęła gorąco wszystkich nakłaniać do wzięcia udziału w akcji, skoro już o tym wiemy. Tommaso (producent filmów niezależnych spod znaku Finishing Pictures) przyznał się, że miał już cynk poprzednim razem, ale scykał. Początek przed szóstą dziś rano, mieliśmy jakieś pięć godzin na podjęcie decyzji. Margharita, Andrea i Mateo byli pewni. Tomasz - mój polski znajomy, Tommaso i ja mieliśmy pewne skrupuły. No jasne - ciekawe, warte poparcia, a w ogóle, to jak już jestem w Nowym Jorku, to fajnie zrobić coś nowojorskiego. Ale z drugiej strony... stanąć koło siebie i to nie w jakiejś poetyckiej mgle tylko w realnym świetle poranka, skóra obok skóry, oko obok oka, moje nagie ciało pomiędzy nagimi ciałami znajomych i nieznajomych. Andrea nie dawała za wygraną.

Ponieważ nie było już sensu wracać do Brooklyn Heights, koło trzeciej pojechaliśmy z Tomkiem do mieszkania Margharity i Mateo. Pogrążeni w dyskusjach nad zdjęciami, o nowym filmie, który montuje Mateo, dzięki włoskim lodom, bez których Margharita nie może żyć, przetrzymaliśmy bezsennie do piątej z minutami. Zadzwoniliśmy do Andrei i Tommaso. Wyruszyliśmy. Niewiele się wyjaśniło - Andrea: tak, Margharita i Mateo: raczej tak, reszta o krok od stchórzenia. Wszyscy byliśmy niesamowicie podekscytowani, rozedrgani włoską kawą i brakiem snu. Taki sobie jeden z umiarkowanie magicznych momentów. Po krótkich poszukiwaniach dotarliśmy na miejsce, które poznaliśmy po absurdalnym (jak na 5:30 w niedzielę) tłumie. Wolno zbliżyliśmy się.

A potem poszło naprawdę szybko. Margharita i Mateo powiedzieli, że boją się glin i nagle się ulotnili. Wysoki koleżka z drabiną po konsultacji z niższym z torbą fotograficzną powiedział, że kto nie uczestniczy czynnie proszony jest o pozostanie w tym miejscu. Reszta przejdzie za zakręt, tam na dany znak rozbierze się, pobiegnie za następny róg i położy się na ulicy. Tłum nie przerzedził się. Wszyscy byli uśmiechnięci, pewni siebie. Przekrój ras, grup wiekowych, kategorii wagowych. Około dwustu osób. Tomek spojrzał na nas, potem za siebie - „nie, nie idę, poczekam na was w samochodzie”. I wtedy, kiedy zostałam już tylko z Andreą i Tommaso, poczułam siłę, jakiś prąd, radość? „Robię to”- powiedzieliśmy niemal jednocześnie z Tommaso. I już zaraz szliśmy za róg. Krzyk „NOW!!„, nasze ubrania leżą na asfalcie, widzę przed sobą tłum nagich pleców i pośladków. Żadnej twarzy, żadnego niepotrzebnego spojrzenia. Wiatr, chłód asfaltu pod stopami i usta same rozciągają się w uśmiechu. Śmiejący się tłum biegnących gołych tyłków pod siedzibą Rady Miasta Nowy Jork. Położyliśmy się. Trwało to może sześć, może pięć minut. Nikt nie rozmawiał. Cisza. Ciepło i zapach ludzkich ciał. Nade mną niebo. Błogostan. Jakieś piętnaście metrów ode mnie Tunick na drabinie naświetla w ekspresowym tempie kolejne rolki filmu, uwieczniając ten miękki, skomplikowany, cielesny wzór, który pojawił się w środku miasta.

„Paradoksalnie - pomyślałam - rozebranie się jest jedną z najnaturalniejszych i najniewinniejszych czynności jakie możemy wykonać wobec świata.”

Zdjęcia i policja, której prawdopodobnie właśnie wtedy najbardziej przybywało, niewiele obchodziły mnie w tamtym momencie. Roztopienie się w masie, katharsis, zbliżenie do absolutu.

Potem wstaliśmy, chociaż nie chcieliśmy wstawać, wzięliśmy się we trójkę za ręce i pobiegliśmy do swoich ubrań beztroscy w swej nagości jak starożytni. W tłumie odnaleźliśmy Tomka. Zdecydował się, ale z dala od nas. Ludzie jeszcze moment kłębili się. Jeden facet, korzystając z okazji, rozdawał ulotki zachęcające do wzięcia udziału po południu w kręceniu komedii o „naked party”: basen, trampolina etc. Żenada. Wyczerpani, ale szczęśliwi pojechaliśmy na śniadanie. Gdy weszliśmy do baru dziewczyny przy stoliku w głębi na powitanie krzyknęły do nas, że będą na zdjęciach gdzieś z przodu. Jak nas poznały? Nie mam pojęcia. Ja nie zapamiętałam niczyjej twarzy, niczyjego ciała - tylko masę. I tak się skończyło.

Szczegółów o artyście dowiedziałam się wieczorem, po odespaniu tej bardzo długiej nocy. Rozmawiałam ze wspólnikiem Tommaso z Finishing Pictures Marco Marconim. Choć robił Spencerze Tunicku krótki dokument niespełna dwa lata temu, niewiele o nim wiedział. Spencer urodził się w '67 roku w Middletown. Tunickowie prowadzili rodzinny interes polegający na produkcji plastikowych telewizorków, w których przez małą dziurkę można oglądać bajeczne krajobrazy albo ulubionych bohaterów kreskówek uwiecznionych na celuloidowym, obracanym kółeczku (u nas stałym motywem byli kultowi Bolek i Lolek oraz Rumcajs). Tunick kontynuował rodzinne tradycje , ale w roku 1990 przeniósł się do Nowego Jorku i zaczął realizować własne pomysły. Nie ukończył żadnej szkoły artystycznej. Od około trzech lat pochłonięty jest projektem sportretowania nagich Stanów. Jedną z wcześniejszych prac jest „Momentum” (1996), gdzie tłum nagich postaci leżących na wznak rozpościera się na ziemi Central Parku. Pięć miesięcy 1997 roku spędził na podróżach po Stanach, kontynuując prace nad dwoma cyklami zdjęć. „American Zone” to indywidualne portrety jednej lub dwóch osób, „Reaction Zone” przedstawia grupy ludzi (powyżej stu osób) w niezidentyfikowanych, naturalnych przestrzeniach. Ostatnio coraz częściej realizuje swoje projekty w miejscach publicznych (Times Square), niejednokrotnie wchodząc w konflikt z prawem. Tunick niewiele wystawia - wieść gminna niesie, że czeka na właściwy moment, by świat ujrzał dzieło w formie opasłego albumu. Oczywiście nie znaczy to, że nie jest znany. Jest swoistą nowojorską legendą - dowiedzieć się o jego akcji i uczestniczyć w niej jest jak najbardziej stosowne. Wobec swoich modeli Tunick zachowuje się bardzo uczciwie - bierze od nich adresy i każdy dostaje sygnowaną odbitkę uwieczniającą wydarzenie. Zaraz po moim wyjeździe z Nowego Jorku Tunick miał małą wystawę w I-20 Gallery zatytułowaną „Naked States” dokumentującą jego działania z 1997 roku.

W grudniu dostałam list od Tomka, w którym oprócz długo oczekiwanego zdjęcia znalazłam także ploteczkę jakoby Margharita widziała Andreę, Tommaso i mnie w wiadomościach, gdy trzymając się za ręce, biegniemy na oślep szczęśliwi jak dzieci, wypełniając sobą cały kadr. .

Zobacz forografie Spencera Tunicka z tej sesji

podyskutuj na forum

© Tekst opublikowany za zgoda „Tygodnik Artystyczny RASTER”
opublikowano w Natura &... 20 październik 2002
strona głównapoczątek stronyredakcja serwisuwspółpraca
Serwisy: Naturyzm i ArtykułyOpowiadania CzytelnikówBusola NaturystówLista Dyskusyjna
Kontakty: ForumLista Dyskusyjna- zapisz sięPamiętnikNapisz

© Wszystkie prawa zastrzeżone
Projekt & Copyright by